Jan Kiepura originally broadcasted Heute Nacht oder nie written by Mischa Spoliansky and Marcellus Schiffer and Jan Kiepura performed it in the movie Das Lied einer Nacht in 1932. Jan Kiepura released it on the single Heute Nacht oder nie! in 1932. It was also covered by Bravour-Tanz-Orchester - Leitung: Hans Bund, Franz Völker, Joseph Schmidt mit Orchester unter Leitung. v. Kapellmstr. O Jan Wiktor Kiepura (ur. 16 maja 1902 w Sosnowcu, zm. 15 sierpnia 1966 w Harrison koło Nowego Jorku) – polski śpiewak (tenor) i aktor. Przyjazd i odjazd ze stacji Poznań Główny pociągu EN Jan Kiepura relacji Oberhausen Hauptbahnhof - Warszawa Wschodnia. Pociąg prowadzi Husarz numer 9.Data na Program PpB pt. "Od La Scali do Piwnicy pod Baranami". Jacek Wójcicki występuje jako Jan Kiepura, Beata Rybotycka jako Marta Eggerth, a Stanisław Eckhardt de . Lista sławnych gości najstarszego z wrocławskich hoteli jest długa. Z balkonu Monopolu przemawiał Adolf Hitler. Później z tego samego miejsca śpiewał Jan Kiepura, a Pablo Picasso namalował tu gołębia pokoju. Budowa rozpoczęła się w 1891 roku, ale gdyby nie determinacja bankiera i architekta, Monopolu w ogóle by nie było. U zbiegu ulic Świdnickiej i Heleny Modrzejewskiej czyli w miejscu gdzie od ponad stu lat stoi hotel wcześniej działał klasztor franciszkanów i przykościelny cmentarz. Po opuszczeniu terenu przez zakonników ich budynki pełniły rolę więzienia. W końcu władze Breslau uznały, że teren wraz z zabudowaniami należy sprzedać. Ich życzeniem było zachowanie średniowiecznych zakonnych zabudowań. Jednak nowi właściciele mieli zupełnie inne plany. Architekt i bankier.. Zapłacili prawie 600 tysięcy marek po to, by miejsce urządzić według własnego pomysłu. Karl Grosser był architektem, a Wallenberg–Pachaly potężnym wrocławskim bankierem. To właśnie połączenie tych dwóch profesji doprowadziło do stworzenia na zakupionym terenie domu handlowego i hotelu. Włodarze miasta niechętnie zgodzili się na taki plan, ale postawili kolejny warunek. Hotel musiał być na tyle niski, by nie zasłaniać kościoła św. Doroty. I właśnie taki projekt, zgodny z wytycznymi władz, stworzył Grosser. Kilka lat po otwarciu kompleksu zlikwidowano dom handlowy, a budynek został dostosowany do funkcji hotelowo-restauracyjnej. To właśnie ta część najbardziej ucierpiała podczas działań wojennych. Jednak to nie przeszkodziło Monopolowi w przyjmowaniu najsławniejszych gości. Hitler na balkonie Lista hotelowych gości jest długa. Przez lata przybywali tu najpotężniejsi swoich czasów. Gdy do władzy doszli naziści Monopol stał się ich ulubionym miejscem. Podczas wizyt we Wrocławiu to z okna tego hotelu przemawiał Adolf Hitler. Podczas kolejnej wizyty na Hitlera czekał już wybudowany balkon skąd kanclerz Rzeszy mógł swobodnie przemawiać do wiwatujących mieszkańców Breslau. Do dziś fakt, że z hotelu korzystał Hitler rozbudza emocje. Hitler korzystał z apartamentu nr 113. To pokój znajdujący się najbliżej recepcji i sama świadomość tego, że on tu był wyostrzała zmysły. Monopol działa do dziś Hotel funkcjonuje nieprzerwanie od końca XIX wieku. Zmieniał właścicieli, zmieniał się też jego wygląd, był odbudowywany i remontowany. Jednak działa do dziś. Nadal są tu przyjmowani najznakomitsi goście, a hotel wciąż zachwyca wyglądem. Foto: Fotopolska Autor: T. Barriga / Źródło: TVN Strona 1 z 2Co wieczór, mówiłam: „Nienawidzę go, nie cierpię”. A moja matka na to: „Jesteś w nim po prostu zakochana” – tak Mártha Eggerth wspominała początki znajomości z Janem Kiepurą. Znajomości, która zamieniła się w wielką miłość. Otoczony tłumem kobiet śpiewał, stojąc na stole, na berlińskim balu sylwestrowym w 1933 roku. Jednak to wcale nie ta scena utkwiła Márcie Eggerth najbardziej w pamięci. Wspominając tamtą zabawę, na której przedstawiono ją królowi tenorów, opowiadała: „Kiepura uścisnął mi dłoń, ale nie był to zwykły, konwencjonalny uścisk. Tak przynajmniej mi się wówczas zdawało”. Jak wyglądały początki znajomości Márthy Eggerth z Janem Kiepurą? Mártha, węgierska aktorka i śpiewaczka, miała wówczas 22 lata, Jan Kiepura był o 9 lat starszy i już wtedy cieszył się ogromną popularnością. Znaleźli się na tym samym balu, bo oboje zatrudniała wytwórnia filmowa UFA, organizująca zabawę. Chyba tylko jej się zdawało, że podczas życzeń została obdarzona specjalnym rodzajem czułości. Gdy spotkali się na planie filmu „Dla Ciebie śpiewam”, otoczony wianuszkiem wielbicielek Kiepura nie nawiązał ani słowem do tamtej miłej chwili. „Nie dostrzegał mnie” – snuła wspomnienia Mártha jako już starsza pani. „Powiedział nawet, że skoro przyszedł z Opery Wiedeńskiej i La Scali, to nie będzie śpiewać w duecie z tą małą Márthą Eggerth. Z tą małą! Byłam wściekła na niego. Co wieczór, przychodząc do domu, mówiłam matce: „Nienawidzę go, nie cierpię”. A moja matka na to: „Jesteś w nim po prostu zakochana”. Ale choć miała wrażenie, że Jan nie zwraca na nią uwagi, to okazało się, że bardzo dyskretnie zerkał w jej stronę i na swój sposób ją wyróżniał. W filmie partnerowały mu trzy aktorki, z każdą miał scenę pocałunku. Mártha była trzecia. Po nakręceniu sceny z dwiema pierwszymi Kiepura, w trosce o swoje gardło, biegł do garderoby, by je wypłukać płynem odkażającym, w obawie przed wirusami. Gulgotał przy tym i pluł, wspominała śpiewaczka. Gdy całował Márthę, przedłużył tę scenę ponad wyznaczony czas i zapomniał o rytuale płukania gardła. reklama Flirtował, adorował, czarował... Jan Wiktor Kiepura, chłopak z Sosnowca, należał do szczęściarzy. Zamarzył o sławie, zrobił oszałamiającą karierę na scenach operowych i operetkowych świata, także filmową. Oprócz pięknego głosu dostał od losu zmysł do interesów oraz charyzmę zjednującą mu życzliwych ludzi. Nie tylko zgromadził, ale wciąż pomnażał ogromny majątek. Kobiety za nim szalały, a on nie pozostawał obojętny na ich wdzięki. Przystojny, elegancki, szarmancki flirtował, adorował, czarował – niczym w swoim wielkim przeboju – i brunetki, i blondynki. Kiedy występował, jego wielbicielki mdlały, wpadały w histerię, próbowały się wedrzeć na scenę. A w Budapeszcie jedna z nich z nadmiernej ekscytacji nawet… ugryzła go w łydkę. Zazdrośni amanci oraz mężowie zakochanych w nim pań najchętniej utopiliby go w łyżce wody. Cała Warszawa aż huczała o incydencie w modnej cukierni, kiedy to jeden z nich, wściekły na narzeczoną flirtującą z Kiepurą na jego oczach, zwymyślał śpiewaka publicznie od szczeniaków i łotrów spod ciemnej gwiazdy, a artysta w odpowiedzi wysłał zazdrośnikowi sekundantów. Krew jednak się nie polała, bo narzeczony, ochłonąwszy, „uchylił się od dania satysfakcji”. Jan korzystał z życia pełną gębą, ale uczuciowo jakoś nie mógł się ustatkować. W liście zwierzył się przyjacielowi: „Mam wszystko: sławę, pieniądze, mercedesy, entuzjazm tłumów wielotysięcznych, kobiety, kochanki, odznaczenia, zaszczyty, wszystkie domy Europy otwarte, wszystkie panny z otwartymi rękoma i... rozłożonymi nóżkami czekają na mnie […] słowem wszystko mam, co do szczęścia trzeba, lecz szczęśliwym nie jestem. […] Pragnę szczerze i wiernie, i do szaleństwa kochać, ale nie znajduję duszy, którą by kochać warto i którą by Bóg wyposażył jednocześnie i w mózg, i w piękną duszę!”. Na ten tematCo dzieli to łączy„Obawiam się, że jestem dla pana zbyt wysoka". – „Proszę się nie martwić, sprowadzę panią do swojego poziomu". Tak wyglądała pierwsza rozmowa Katharine Hepburn i Spencera Tracy'ego. I początek wyjątkowej miłości dwóch największych indywidualności za mąż i... zostałam„Wyszłam za mąż, zaraz wracam" napisała Maria Czubaszek. Ale w swoim drugim małżeństwie wytrzymuje już 30 lat. Ukochane Jana Kiepury: Panna Guga i Zofia Pierwsza miłość dopadła go jeszcze w czasach młodości. Obiektem westchnień była tajemnicza panna Guga, zwana też Zionkiem lub Mizikiem, której tożsamości nie udało się ustalić biografom artysty. Po raz pierwszy wspominał o niej w liście do matki w sierpniu 1920 roku, pisanym z Torunia, z wojska, do którego zgłosił się na ochotnika. Jednak uczucie było wyboiste. Już dwa miesiące później, w październiku, Jan przebywający na kursie artylerii morskiej w Grudziądzu skarżył się Mietkowi Szafrudze: „Jestem zły na Gugę, że nic nie pisze od pewnego czasu. Ma rację, dobrze robi. Nie będziemy sobie nawzajem zawracać głowy”. Dwa lata później nastąpił ostateczny kryzys. W papierach Jana zachował się list z marca 1922 roku, a więc z czasów, kiedy teoretycznie studiował w Warszawie prawo, a praktycznie, w tajemnicy przed ojcem, pobierał lekcje śpiewu solowego u słynnego profesora Wacława Brzezińskiego. Tak pisał do Gugi: „Mizik, doprowadzasz mnie do wściekłości i radzę, bądź ostrożna, byś nie przebrała miary”. List nie został wysłany, ale od tamtej pory Guga zniknęła z korespondencji Kiepury. Już jako sławny śpiewak, występujący na największych scenach Europy, w 1928 roku spotkał Zofię Batycką, córkę lwowskiego adwokata. Poznali się na wakacjach w Truskawcu. Ona miała 20 lat, była olśniewająco piękna, studiowała w Szkole Głównej Handlowej i pragnęła zostać aktorką. Sześć lat starszy i niemal pół głowy niższy Jan adorował ją na zabój, a rodzice obojga spodziewali się, że lada moment zabrzmi marsz Mendelssohna. Niestety związek zaczął się chwiać. Kiepura dużo w tym czasie koncertował i był w ciągłych rozjazdach. Zofia zaś zdobyła tytuł Miss Polonia, co mocno przewróciło jej w głowie. Spodobał się jej wielki świat, którego Jan był częścią i postanowiła się w nim zadomowić. A że jego kontakty ze światem filmu otworzyłyby jej drzwi do kariery aktorskiej, zaczęła nalegać na jak najszybsze małżeństwo. Przyciśnięty do muru Jan powiedział jednak „nie” i zerwał zaręczyny. Obrażony papa Batycki nie omieszkał zrugać korespondencyjnie nie tylko niedoszłego zięcia, ale i bogu ducha winnego Franciszka Kiepurę. Wypomniał też bujne życie Jana i jego niedopasowanie – syna prostego piekarza – do zacnej mieszczańskiej rodziny. Myślę, że większość kojarzy Jana Kiepurę z operą, z tym, że nazywał siebie "Chłopakiem z Sosnowca", i że osiągnął w swoim czasie niesamowitą karierę, sławę i majątek. To imponujące biorąc pod uwagę, że wyrósł nie z kosmopolitycznych elit, nie z wielkiego miasta i majętnej rodziny, a wychował się jako syn piekarza, któremu wcale się nie przelewało, który zaszczepił w nim poczucie głębokiego patriotyzmu, ale też realizmu i zaradności WIĘCEJ KOMENTARZY PIOTRA KRAWCZYKADlatego też kiedy Jan Kiepura osiągnął wielką sławę, jego poczucie rzeczy naprawdę ważnych pozwoliło mu przetrwać i uczyniło z niego legendę godną naśladowania. Niczym w operetce J. Straussa - "Wielka sława to żart" - pisał do swojego przyjaciela: "Pociągi, taksówki, dziennikarze, ryk publiczności, kwiaty, mowy, żebraki, kochanki wszystkich narodowości i kolorów włosów, przekleństwa tak zwanej kariery - i tak w coraz nowym mieście: Paryż, Wiedeń, Amsterdam, aż się we łbie kołuje (...) Mam wszystko: sławę, pieniądze, mercedesy 100HP, entuzjazm tłumów, odznaczenia, zaszczyty, wszystkie domy Europy otwarte, wszystkie panny z otwartymi rękoma i... rozłożonymi nóżkami, agencje z wywieszonymi jęzorami prześcigają się w ofertach, każdy minister i prezydent chętnie by mnie gościł u siebie, słowem mam wszystko, co do szczęścia trzeba, lecz szczęśliwy nie jestem...". Jesień 1936 roku. Nie tylko w Katowicach, ale w Polsce całej huczy od plotek o zbliżającym się ślubie Jana Kiepury, słynnego śpiewaka, aktora i jednego z największych celebrytów II RP. Dokoła Jana Kiepury i jego zamierzonego małżeństwa z Martą Eggerth, artystką filmową, powstała już cała sieć plotek i niesprawdzonych wiadomości. Jedne pisma przynosiły wiadomości, że Kiepura zawarł już związek małżeński, inne przynosiły notatki o zapowiedziach ślubu lub też zaprzeczały poprostu obu tym wiadomościom - pisała jedna z ówczesnych gazet. 31 października okazuje się, że coś faktycznie było na rzeczy: Kiepura i Eggerth wreszcie wezmą ślub! I to w Katowicach. Gdyż Kiepura formalnie w nich mieszka, tu jest zameldowany. Jak się w ostatniej chwili dowiadujemy, dziś, w sobotę 31 października pociągiem pośpiesznym z Wiednia o godz. rano przybędzie do Katowic nasz sławny rodak Jan Kiepura wraz ze znaną gwiazdą filmową Martą Eggerth, swoja narzeczoną. Para narzeczeńska zamieszka w przygotowanych specjalnie apartamentach Hotelu "Monopol“ - zapowiada tego dnia "Polska Zachodnia". Poranne gazety wychodzą bladym świtem, więc gdy na dworzec wjeżdża o wpół do ósmej pospieszny z Wiednia, którym podróżują Kiepura i Eggerth, na peronie kłębi się tłum wielbicieli. Jak Kiepura śpiewał na dachu Na młodą parę czekają apartamenty w luksusowym hotelu Monopol. Mieści się on na rogu ulic Dworcowej i Dyrekcyjnej, o kilkadziesiąt kroków od dworca. Kiepura zna go dobrze, zatrzymywał się już tam niejeden raz. Z pewnością pamięta swój poprzedni przyjazd do Katowic, nocą z 13 na 14 lipca 1936. Mimo później pory fani byli czujni. A do tego jak zwykle domagali się od mistrza popisów wokalnych. Na dworcu Kiepura zdołał się wymówić (a raczej wykupić, kosztem autografów i pozowania do pamiątkowych fotografii), pod Monopolem skapitulował. Bo inaczej wielbiciele nie wpuściliby go do holu. W nocy rozległy się pięknie śpiewane piosenki - opisała tę magiczną chwilę na Dworcowej prasa - Wielu mieszkańców wyległo na odgłos śpiewu do okien w piżamach i nocnych koszulach. Kiepura wykonał wtedy dwie piosenki filmowe oraz "O sole mio". A nazajutrz zaśpiewał pod Monopolem powtórnie. Gdy tuż przed południem podstawiono pod hotel auto, którym maestro miał udać się do Wisły, dokąd do swej rezydencji w zameczku na Zadnim Groniu zaprosił go prezydent Mościcki, to (jak zanotował reporter "Śląskiego Kurjera Porannego") mimo ulewnego deszczu przed hotelem oczekiwały ukazania się Kiepury niezliczone masy publiczności. Wsadzono go na dach samochodu i znowu w deszczu zmuszono do śpiewania. Wśród wielkiego entuzjazmu pożegnano go i Kiepura odjechał do Wisły. Niech żyją Ślązacy! W dniu ślubu Kiepura na pewno dobrze pamięta tamte deszczowe piosenki w Katowicach (tym bardziej, że pogoda jest podobna, deszczowa, województwu śląskiemu grożą powodzie). 200 metrów dzielące Monopol od ratusza przy runku (gdzie mieści się też Urząd Stanu Cywilnego) państwo młodzi z rodziną i świadkami pokonują podstawionymi pod hotel o samochodami, do których zresztą też początkowo nie mogą się przebić przez rozemocjonowaną ciżbę. Nawet jeden z obecnych na miejscu policjantów proponuje: Ślub nie zając, teraz trza śpiewać! Co jest naturalnie żartem, ostatecznie mundurowi formują wzdłuż trasy przejazdu szpaler, umożliwiający Kiepurze, Eggerth i pozostałym dostanie się do magistratu, gdzie znowu trzeba było torować narzeczonym drogę do bramy. Oboje cieszyli się spontanicznym wystąpieniem mas ludzi. Marta Eggerth uśmiechała się z widocznym zażenowaniem; nie spodziewała się bowiem tego rodzaju owacyj (jak relacjonował reporter "Polski Zachodniej"). W ratuszu podejmuje wyjątkową młodą parę w swoim gabinecie prezydent Katowic Adam Kocur, by osobiście - co stanowiło rzadkość - udzielić jej ślubu cywilnego. Odpowiadając na życzenia złożone przez prezydenta, Kiepura wspomina kurtuazyjnie (a może jednak z nutą sarkazmu?), że ze Śląskiem łączą go bliskie stosunki, albowiem wychował się w sąsiednim Sosnowcu (zapamiętał korespondent "Nowin Codziennych"). Po ceremonii Kiepura przekazuje 1000 złotych na rzecz katowickich bezrobotnych. Hojny datek, aczkolwiek drugie tyle wyda na weselny obiad w Monopolu. Pod ratuszem wciąż oczekuje spragniony występu idola tłum. Uśmiechnięty Kiepura pokazuje się na balkonie magistratu, ale śpiewać odmawia, usprawiedliwiając się chrypką. Zważywszy okoliczności - kompletnie zrozumiałe, choć trudno rozstrzygnąć, czy przyczyną było towarzyszące ceremonii wzruszenie Mistrza, czy też może lampka szampana). Za to pani młoda czarująco i po polsku (co później podkreślano) pozdrawia zgromadzonych. Zaś pan młody, mimo iż nie zaśpiewał, wykrzykuje jeszcze z okna "Niech żyją Ślązacy!". Ślązacy rzecz jasna zachwyceni, więc entuzjazmowi i owacjom na cześć Kiepurów nie ma końca, a także w drodze z magistratu drogę musi im torować policja. Gdyż nowożeńcy udają się na weselne śniadanie, które spożyją na Kopernika 3, w mieszkaniu przyjaciela Kiepury i również śpiewaka, Jerzego Gardy. Po śniadaniu państwo młodzi wybierają się na krótką przejażdżkę do znajomych w Sosnowcu. Źródła nie są zgodne co do tego, czy odbywają ją samochodem, czy też Luxtorpedą (czyli nowoczesnym i ekskluzywnym, spalinowym wagonem pasażerskim). Prawda leżeć może pośrodku - z Katowic wyjechali tą drugą, zaś do limuzyny przesiedli się dopiero przy sosnowieckim dworcu. Z Luxtorpedy raczej skorzystali, gdyż miejsca w niej (jak odnotował dziennikarz "Śląskiego Kurjera Porannego") sprzedawane były po wysokich cenach znajomym Kiepury i dochód z tego tytułu został przeznaczony na F. O. N. (czyli Fundusz Obrony Narodowej). Po powrocie z Sosnowca nadchodzi pora na wystawny obiad w Monopolu, w którym uczestniczy kameralne grono zaledwie tuzina osób). Wieczorem nowożeńcy wyjeżdżają z Katowic samochodem, żegnani węgierskimi melodiami w wykonaniu cygańskiej kapeli. Jadą do Bytomia, gdzie wsiądą w pociąg do Berlina. Tego dnia Kiepura w Katowicach nie zaśpiewał. Ale jeszcze zaśpiewa. Ostatni koncert przed burzą 14 lipca 1939 roku. W ten piątkowy wieczór Jan Kiepura znów wysiada z pociągu na dworcu w Katowicach. I znów wśród wiwatów, oklasków, kwiatów i tłumów niezliczonych wielbicieli, z których kilku w końcu uniesie go na ramionach, po czym triumfalnie przemaszeruje... Dokąd? Ano jak zwykle, do pobliskiego Monopolu. I znów domagając się usilnie: "Mistrzu, prosimy o piosenkę!", a nawet "Jasiu, zaśpiewaj!". Ale tym razem Mistrz Jasio nie będzie się opierał, wyjdzie więc na narożny balkon swojego apartamentu na pierwszym piętrze Monopolu. I Kiepura śpiewa! Ponad Dworcową i Dyrekcyjną niosą się "Zejdź do gondoli" i "Umarł Maciek umarł". Szczególnie ta druga pieśń przyjęta została burzą oklasków. W międzyczasie Kiepura prowadził ożywioną rozmowę z nieznanymi ludźmi, otaczającymi gmach hotelu. Sypały się żarty, krzyżowały się pytania i odpowiedzi. Długo jeszcze gromadzili się ludzie przed hotelem, czekając na ponowne pojawienie się popularnego śpiewaka - pisze nazajutrz "Polska Zachodnia". Kiepura przyjeżdża do Katowic, by wraz z Gardą wystąpić na specjalnym koncercie na placu Powstańca (czyli dzisiejszym placu Sejmu Śląskiego). To występ w ramach trasy koncertowej po głównych miastach Polski, z których dochód przeznaczony jest na Fundusz Obrony Narodowej. Na konferencji prasowej w Monopolu artysta zdradza, że oprócz osobistego datku na FON w wysokości 50 tysięcy złotych, koncertami na FON zarobił dalsze 45 tysięcy. I sam tylko dochód z przedsprzedaży biletów na koncert w Katowicach przyniósł 15 tysięcy złotych. Nazajutrz, 15 lipca o Kiepura i Garda gromadzą na placu Powstańca 20 tysięcy widzów. Prócz klasycznych operowych arii także i tutaj rozbrzmiewa "Umarł Maciek, umarł" (w trawestacji pseudo-politycznej, jak ujmie to relacjonujący koncert dziennikarz). Entuzjazm jest nieopisany. Letnia pogoda dopisuje, groźnie pomrukująca gdzieś z oddali letnia burza szczęśliwie przechodzi bokiem i bisy trwają do Koncert kończy "Rota". Ale gdyby publiczność wiedziała, że to ostatni występ Kiepury w Katowicach na wiele, wiele lat - domagałaby się pewnie bisów do świtu. Powrót na balkon Monopolu Burza, która rozpętała się 1 września 1939, sprawiła, iż Kiepura przyjechał do Katowic po raz kolejny dopiero w roku 1958, by 6 i 9 października zaśpiewać w Hali Parkowej. Przedtem jednak wystąpił... na balkonie Monopolu! Wysiadłszy z pociągu na katowickim dworcu wśród rozbrzmiewającego z gardeł wypełniającej peron rzeszy wielbicieli "Sto lat!", jak za dawnych czasów został przez nich zaniesiony na rękach właśnie do tego samego hotelu, który znał tak dobrze i z którym łączyło go tyle dobrych wspomnień. I tak jak przed laty, wyszedł w nocy na balkon, by zaśpiewać oczekującym tego na ulicy fanom. W repertuarze nie zabrakło - jakże by inaczej - "Umarł Maciek, umarł".

spiewal o niej jan kiepura